O pośrednictwie i nie tylko

Marzy mi się... marzy mi się, żeby kundelki były tak samo poważane jak psy rasowe. Nie chodzi mi wcale o cenę - różnica jest taka jak między rowerem a samochodem: mają po prostu inne zastosowanie; tak samo i kundelki mają trochę inną rolę w naszym życiu niż psiaki rasowe. Myślę tu jednak o staraniach, jakimi są otaczane rasowce... dobre karmy, pielęgnacja, wspólne spędzanie czasu, w czasie ciąży opieka weterynarza a przede wszystkim staranne dobieranie partnera, wybieranie przyszłych właścicieli, dopasowywanie do psa, testowanie charakterów szczeniąt itd. Chciałabym, aby kundelki też miały to wszystko. No, może przesadziłam, ale tylko trochę. Wystarczyłaby - gdy już uporamy się z bezdomnością i ograniczymy populację psów w Polsce - dobra opieka, świadome rozmnażanie i staranne wybieranie przyszłych właścicieli dla szczeniąt. Przecież kundelek tak samo jak rasowy pies zasługuje na dobrego pana, dbającego, rozumiejącego... na kochającą rodzinę.

Cóż, może te czasy jeszcze kiedyś nadejdą. Dzisiaj walczmy o sterylizacje i kastracje psów, które nie powinny być rozmnażane. Jest naprawdę mnóstwo malutkich szczeniaczków w schroniskach, nie mówiąc o starszych psiakach. A psy rasowe? wbrew pozorom sytuacja też nie jest taka dobra - powiedziałabym nawet, że w tym światku są dwie skrajności: hodowle rewelacyjnie prowadzone, z dbałością i z miłością spełniające wszystkie warunki, włącznie z odrzucaniem chętnych na szczeniaczki, jeśli się nie nadają... i hodowle, które mnożą nie patrząc na stan suki, na koligacje psa, na zdrowie fizyczne i psychiczne szczeniąt, sprzedają byle komu, byle szybciej suka mogła znów zajść w ciążę. Koszmar!

Dlatego proszę - jeśli chcesz kupić pieska, to z głową... bo może nie musisz kupować, może przygarniesz psiaka ze schroniska? A jeśli chcesz koniecznie kupić rasowego, to na określonych warunkach - przede wszystkim z dobrej hodowli, a po drugie: od hodowcy a nie od pośrednika. Cóż, pora wrócić do tematu.

Pośrednictwo w sprzedaży psów jest po prostu złe. Dlaczego?... Bo wszyscy chcemy mieć zdrowego psiaka, psychicznie i fizycznie zdolnego do normalnego, radosnego życia. Nikt na to nie da nam 100% gwarancji, ale możemy ograniczyć ryzyko do minimum, jeśli dowiemy się kim są rodzice psiaka, w jakich warunkach żył przez te 2 miesiące, chcemy wiedzieć jakie ma predyspozycje, czy był socjalizowany, szczepiony... Jeśli stawiasz na rasowość, to niech to nie będzie przypadek.

Pośrednictwo źle świadczy zarówno o hodowcy, bo oznacza przerzucanie odpowiedzialności na kogoś obcego i umywanie rąk od kontaktów z przyszłymi właścicielami, a to kojarzy się z handlem żywym towarem... I świadczy też źle o przyszłych właścicielach, bo oznacza, że właściciel chce mieć rasowego psa tylko z nazwy, że tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy co oznacza dobra hodowla.

Miałam w życiu już kilka psów i zwykle po prostu jechaliśmy po szczeniaczka, wybieraliśmy, płaciliśmy i wracaliśmy do domu. Nasze obecne suczydło wybierałam już "po nowemu", z internetu. Chciałam hovawarta - myślałam, że wyszukam hodowlę, napiszę, albo zadzwonię, wezmę kasę w garść, pojadę, kupię i już. Było jednak inaczej... Na moje pytanie o szczeniaki odezwało się parę hodowli, większość oczywiście chwaliła swoje - ale jeden list mnie zainteresował: hodowca nie zasypał mnie opowieściami o fantastycznych szczeniakach, wprost przeciwnie: zostałam odpytana, do czego mi hovek, czy mogę psu zapewnić odpowiednie warunki, po prostu czy będę go "kochać, szanować... do śmierci". Mogłam też sama zadawać pytań do woli - o maluchy (których jeszcze wtedy nie było na świecie), o ich mamę, o samą rasę... to bardzo ważne, bo akurat hovki nie są psami łatwymi w prowadzeniu. Hodowca nie zachwalał rasy, mówił zarówno o jej wadach jak i zaletach, mogłam spotkać się z sunią, a potem widywać maluchy. Cały czas rozmawialiśmy o nich, dostawałam coraz to nowe fotki... Maluszki nie mieszkały w żadnej piwnicy, nie były oddzielone od reszty świata, tylko cały czas wręcz w środku wydarzeń domowych, w ten sposób przyzwyczajały się do życia w rodzinie, wśród ludzi.

I mogłabym tak pisać dalej - o placu zabaw, o socjalizacji, o przyzwyczajaniu maluchów do różnych dźwięków i obcych ludzi, żeby się nie bały w nowym miejscu, o uczeniu ich czystości, a także o ogólnej atmosferze - satysfakcji i radości dobrego hodowcy... Wiedziałam, że chociaż nikt nie daje gwarancji na wygląd, zdrowie i charakter zwierzaka, to mam naprawdę duże szanse na takiego psa, jakiego szukam.

Co ważne i dla mnie wtedy zaskakujące, to hodowcy - po rozmowach z przyszłymi właścicielami - sami podejmowali decyzję, komu którego psiaka przekazać. Znając dobrze swoje pociechy, mieszkając z nimi dzień i noc, wiedzieli, który szczeniak jest spokojny, który zdecydowany, którego rozpiera energia, który jest samodzielny a który potrzebuje bliskiego kontaktu z człowiekiem - i który będzie się najlepiej sprawdzał w różnych zadaniach. Dlatego zwłaszcza w hodowlach ras użytkowych nie ma miejsca dla pośrednika. 

Pośrednik to akwizytor - ma sprzedać towar za dobrą cenę, niezależnie od jego wartości i od tego, co się z nim potem stanie. To jest jedyny cel istnienia takiego fachu. pośrednik nie żyje ze szczeniakami na co dzień, nie wie jakie są, a przede wszystkim nie ma szans się przywiązać do maluchów na tyle, żeby je kochać i chcieć dla nich jak najlepiej. pośrednik z racji charakteru swojej pracy po prostu "musi" traktować swój towar przedmiotowo. I wszystko byłoby dobrze, gdyby handlował przedmiotami.

Dodam też, że do tej pory jesteśmy w kontakcie i nigdy nie pożałowałam spotkania z tą hodowlą, wciąż uważam ją za wzorcową. Są jak teściowie, którzy chcą poznać narzeczonego córki ;))) Hodowca, który nie interesuje się losem szczeniaków, powinien zająć się hodowlą... buraków, i sprzedawać je przez pośrednika. 

Nie da się ukryć, że problem istnieje też od strony nabywcy - wielu osobom wszystko jedno, czy kupują psa od pośrednika, czy bezpośrednio od hodowcy. I bardzo chciałabym móc zmienić właśnie takie podejście u potencjalnego klienta - żeby mieli więcej wiedzy, więcej świadomości. Ludzie często uważają, że szczeniaczek to taka tabula rasa, którą można zapełnić dowolną treścią, i jest im wszystko jedno, jakiego pieska kupią, byleby był ładny. Inni uważają, że "co ma być to będzie", biorą to, co dostaną, a dopiero potem przekonują się, że mogłoby być lepiej. A inni po prostu ślepo wierzą pierwszej napotkanej osobie, która chce im sprzedać poszukiwanego szczeniaka...   

Ale mamy wybór - przecież każdy chciałby mieć wpływ na to, z kim będzie mieszkać przez następne kilkanaście lat!  Warto więc poświęcić czas, energię i pieniądze, żeby zobaczyć gdzie maluch się wychowywały, pobyć z nimi, dowiedzieć się jak najwięcej o tym, jakie mają charaktery. Byłoby dobrze, gdyby sami nabywcy mieli więcej wiedzy, więcej wyobraźni... Pośrednik niestety zbyt łatwo może wykorzystać niewiedzę i naiwność chętnych do kupienia szczeniaczka, wciskając nam pieska agresywnego, z którym sobie nie poradzimy, chorego, albo takiego, który woli leżeć na kanapie, podczas gdy my chcemy z nim uprawiać jakiś sport.

PS. W tej chwili i w przypadku kundelków sporo się zmieniło - i to jest chyba najlepsza wiadomość. Teraz są wizyty przedadopcyjne i spisywane umowy... Niestety dotyczą jedynie psiaków ze schronisk i z fundacji. Po domach i podwórzach wciąż jest mnóstwo psów mnożonych bez umiaru i sprzedawanych lub rozdawanych jak marchewka... Ale może kiedyś doczekamy zmiany i w tej dziedzinie.

kabanta

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com