Historia Torresa

Zauważyłam go w Swarzędzu na imprezie poświęconej adopcji. Stał wystraszony, z pokulonym ogonem :(( Myślałam, że mi serce pęknie. To było chyba tydzień przed wigilią Bożego Narodzenia. W domu miałam już 2 psy (suczkę i pieska) oraz 2 koty. Wiedziałam, ze nie mogę go zabrać ze sobą. Pojechałam na tę imprezę z fundacją Głosem Zwierząt, pomóc zebrać pieniądze, oraz namawiać ludzi do przygarnięcia pieska.

 

 

Muszę powiedzieć, że z ciężkim sercem wracałam do domu, gdyż wiedziałam, że Zorro się nie poszczęściło i musiał wrócić do schroniskowego boksu!!! Nie mogłam spać tej, ani następnej nocy. Zadzwoniłam do wolontariuszki opiekującej się tym pieskiem, a ona mi powiedziała, że zabrała go rodzina z dziećmi do domu! Strasznie się ucieszyłam i dosłownie kamień spadł mi z serca:)

Niestety po Sylwestrze odprowadzono chłopaka z powrotem do schronu, bo piszczał pod drzwiami....ehhh.

Nie wiedziałam o tym, ale jakoś byłam niespokojna i zadzwoniłam z pytaniem jak się ma piesek w nowym domu.

To było silniejsze ode mnie... Jak tylko się dowiedziałam, że znowu jest w schronisku, umówiłam się z dziewczynami, zabrałam swojego chihuahua pod pachę i pojechałam zobaczyć jak się chłopaki dogadają. Dogadali się całkiem dobrze, tzn. Chihuahua pokazał, że rządzi, a Torres (bo tak go nazwaliśmy) nie miał nic przeciwko temu. Jednak nie zabrałam go od razu, choć serce mówiło WEŹ!!! musiałam najpierw przygotować męża i dom na przyjęcie jeszcze jednego pieska. Nie zwlekałam jednak zbyt długo i już po 3 dniach Torres wskoczył, bez większych oporów do mojego autka :)))

Gdy wszedł do domu absolutnie nie zwracał uwagi na koty, a tego najbardziej się obawialiśmy. Nasza sunia (dogue de bordeaux) troszkę go obszczekała i to by było na tyle :) Torres chodził po całym domu i zaglądał wszędzie ale nie był nachalny. Niestety siusiał i robił kupkę w domu, ale tego się spodziewałam, bo w schronie załatwiał się tam gdzie jadł... :(( A spędził tam 3 lata!!
Każdy kolejny dzień był lepszy od poprzedniego. Już po tygodniu zrozumiał, że siusiu i kupkę robimy na zewnątrz. Mądrala!!!!!

Oczywiście były różne etapy zaznajamiania się naszych zwierząt ze sobą. najpierw była ciekawość, ale szybko ustąpiła miejsca zazdrości i Barca (sunia) dosłownie pożerała wielkie ilości jedzenia i ciągle chodziła głodna (przynajmniej tak to wyglądało), potem wchodziła akurat do tego posłania, które zajmował Torres, a on posłusznie wychodził. Wspólne spacery też ewoluowały, ale było naprawdę super. Dzisiaj po 6 tygodniach śpią razem w posłaniu, no i oczywiście w naszym łóżku, gdyż nie mamy jeszcze drzwi do sypialni :) Nasza Sunia była bardzo wycofana, a teraz dzięki Torresowi bardzo się otworzyła i razem wyprawiają naprawdę dzikie harce.

Nie wyobrażam sobie żeby go teraz z nami nie było... Jest najsłodszym, najukochańszym pieskiem. Jak ktoś patrzy z boku, to myśli, że Torres wychowywał się razem z naszymi zwierzętami od początku!

Marzena Śliwka

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com