O życiu w stadzie

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że na jakość wspólnych relacji naszych mniejszych braci główny wpływ ma płeć. Przy jednej bywa różnie, chyba nie ma reguły, zależy to od temperamentu, warunków w jakich aktualnie żyją, przeżyć, nawyków wyniesionych z gniazda, czy relacji z poprzednich domów itp.

Kiedy przywiozłem do nas FRYGĘ, a miała już prawie rok, w naszym domu oprócz mopsa (jedyny rasowy w tym towarzystwie) była wiekowo już zaawansowana, (7 - 8 lat) podobna do owczarka niemieckiego SABCIA, dla której nasz dom był trzecim z kolei i ostatnim na szczęście. Przy pierwszym posiłku FRYGA na nią skoczyła, zaatakowana się poddała - nie broniła się mimo, że masą i wzrostem przeważała nad agresorką, powtórzyło się to jeszcze parę razy, myślę, że zadecydował moment kiedy bokserka zorientowała się, że SABCIA nie jest konkurentką do miski.

Oczywiście ostro, czyli krzykiem interweniowaliśmy co skutkowało natychmiastowo. Dodam tylko, że poza porą posiłków FRYGA prowokowała SABCIĘ do zabawy, ale ta mając pewne problemy lokomocyjne spowodowane wypadkiem, wpadła kiedyś pod auto, a także ze względów metrykalnych nie korzystała z zaproszenia. To samo było z mopsem, miał wówczas około 9 lat i w główce nie były mu igrce i zabawy. GACEKTUPTEK odszedł od nas w kwietniu 2011, do ukończenia 15. lat brakło mu kilku tygodni, był chory na serce, umarł we śnie.

W czasach jego młodości chadzałem z nim codziennie na kilkukilometrowe spacery i jeszcze mu było mało, po spacerach próbował jeszcze zabaw z kotami, jeden był mu szczególnie życzliwy, mianowicie SZARUŚ LAMENCIARZ, kładł się ten kociak na podłogę, GACEK chwytał go za ucho i ciągał go tak po tej podłodze. Tę jego życzliwość GACEK odwzajemniał dopuszczając go do swojej miski, ale nadszedł czas dorosłości GACKA i jedno jego szczęknięcie przerwało nieodwołalnie tę idyllę jaką był okres wspólnych posiłków.

GACEK nigdy nie zaakceptował FIDA, uważał się bowiem, za jedynego administratora terenu. Potrafił nawet odgonić FIDA od jego miski. Nie wiem jakie były powody uległości FIDA wobec GACKA, czy jego wyjątkowo spokojny charakter, czy swoją psią mądrością uznał wyższość tego, który był pierwszy? Czy jedno i drugie, a może były jeszcze jakieś inne względy?

Podzielę się jeszcze moimi spostrzeżeniami co do relacji pokoleniowych. Spotykam się często z opiniami, głównie hodowców, że mając starszego psa powinno mu się zapewnić towarzystwo młodszego celem pobudzenia go do zabaw, odzyskania przez niego wigoru, radości życia etc. Moim zdaniem nic bardziej błędnego, ze starszymi psami jest tak jak ze starszymi ludźmi, oni wszyscy potrzebują spokoju. "On nie zasłużył na światłość, on zasłużył na spokój" -  według bułhakowskiego bohatera wiekuista światłość jest mniej cenna niż wiekuisty spokój i ja się z nim zgadzam.

Zapotrzebowanie FRYGI primo voto Viva na zabawę spełniła młodziutka kotka trikolorka LALA, którą znaleźliśmy parę tygodni wcześniej pod bramką do naszego ogrodu, późnym wieczorem, kiedy wychodziliśmy z psami na spacer. Miała ropny wysięk z nosa i ciężko oddychała. Pojechałem z nią na cito do naszego weta, który zaaplikował jej odpowiedni antybiotyk i oznajmił, że jest szansa na przeżycie, jeśli do przetrzyma do ranka to żyć będzie długo i szczęśliwie.

Słowo stało się ciałem i dzięki temu ganiała się z FRYGĄ przez czas jakiś po całym domu.

Później, kiedy FRYGA zrozumiała, że nie odnajdzie już poprzednich właścicieli,  że została zdradzona i sprzedana i nie pędziła już jak szalona w stronę każdych napotkanych ludzi przyprawiając ich i mnie o palpitację serca, wychodziłem z nią na ogólne spacerowe szlaki, na których mogła się wreszcie zabawiać ze swoimi pobratymcami. Przez pierwszych kilka tygodni ze względu na jej nieustające poszukiwania chadzałem z nią wyłącznie na odludzia, chociaż bliżej też, ale wyłącznie nocną porą.

Później razem wzięliśmy udział w szkoleniu, bowiem jej serdeczność, wylewność, spontaniczność, przy jednoczesnym braku jakichkolwiek manier była przeze mnie nie do zaakceptowania. Może bardziej przez tych, których FRYGA tym obdarowywała. Szczerze mówiąc kurs w równym stopniu dotyczył tak FRYGI jak i mnie. Bowiem do tego momentu wydawało mi się, że mam jakąś tam wiedzę na ten temat, w końcu od kołyski jestem z psami, poza tym przeczytałem też nieco literatury fachowej, ale niestety ta moja dotychczasowa wiedza okazała się w dużej części archaiczna i przez to kompletnie nieprzydatna.

FRYGA do tej pory, a jest z nami sześć lat na spacerach na widok obcych zatrzymuje się uważnie się w nich wpatrując. Mogę się wydzierać, nic nie skutkuje, siedzi jak skamieniała, czyżby biedna ciągle szukała?

FIDO primo voto Ares, spędził parę lat na łańcuchu przy budzie, w szałasie raczej, pilnował jakiejś nędznej plantacji, kiedy padało brodził w błocie, nie miał nawet obroży, łańcuch wytarł mu sierść do gołej skóry, można sobie wyobrazić jak cierpiał w czasie mrozów. Chorób miał bez liku, biegunkę, którą leczyliśmy kilka tygodni, jakieś bakterie w uszach, zapalenie skóry, świąd, plackowate łysienie, zarobaczenie i chyba coś jeszcze.

Wyrwałem go stamtąd w nadziei, że znajdę mu dom, ale był tylko jeden kandydat, który zaproponował angagement na budowlanego stróża, naturalnie odprawiłem go z kwitkiem, FIDO pracował już na podobnym etacie i właśnie go wypowiedział.

FIDO niesamowicie boi się grzmotów, odgłosów strzałów etc. Sylwester do dla niego jest ekstremalnym przeżyciem. Jest zupełnie pozbawiony agresji w stosunku do innych psów, kiedyś wszedł na naszą posesję foksterier sąsiadów, FIDO wybiegł, ale tylko się zjeżył. To była cała jego reakcja. Poza tym nie ma żadnych myśliwskich ciągot, w przeciwieństwie do FRYGI zainteresowanej każdym zwierzęcym tropem, a mimo, że administracyjnie należymy do Wrocławia to, jak to mówią teren miejski, plener wiejski. Z tego powodu trochę zwierzyny w okolicy jest, głównie saren i dzików, zdarza się też szop pracz i no bobry w Bystrzycy.

Koegzystencja psów z kotami jest bezproblemowa. Gorzej jest między nimi samymi. Kot jest samotnikiem i nieraz między nimi dochodzi do konfliktów, na szczęście drobnych.

Kot to nie pies, chociaż przywołując zacytowanego przeze mnie klasyka nie należy mu mówić per Ty, ale przy całym szacunku nie będziemy teraz o nich rozmawiać, przedmiotem tych przemyśleń są psiaki.

Zapomniałbym jeszcze o FARCIE, owczarku niemieckim długowłosym, która przybłąkała się do nas w ostatnią wigilię.

Po tygodniu odnalazła się jej właścicielka, niestety z piekła rodem, gdybym wcześniej o niej wiedział, jakie to z niej paskudne indywiduum oddałbym tego psiaka w inne ręce, ale wcześniej dałem ogłoszenie do gazety, w dniu, w którym się ukazało mieliśmy mnóstwo telefonów, no ale jak przyszła właścicielka z dokumentami musiałem ją oddać. Sunia miała dokładnie rok, przez tydzień jaki przebywała u nas nie było z nią żadnych problemów, ładnie bawiła się z FRYGĄ. Do tej pory odczuwam żal.

A jak chodziło o FIDA to był zaledwie jeden telefon. Chyba dlatego, że media zrobiły z tych psów potwory. Sąsiad miał rottka, był okres, że wychodziłem z nim na spacery, a poznałem go gdy był juz dorosłym psem. wchodziłem bez problemu do mieszkania skąd go wyprowadzałem, był niesamowicie przyjazny w stosunku do ludzi, podobnie jak FRYGA.

tekst i zdjęcia: Witold Grabowski

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com