Sonia - cieszy mnie jej uśmiech...

Sonia ma może 10 lub 12, 14 lat. Jest już staruszką cierpiącą na wiele psich, suczych dolegliwości. Problemy z pęcherzem stały się naszym wspólnym utrapieniem - ona zażenowana, gdy popuści, ja regularnie pilnująca podkładów, piorąca legowisko.

Sonia 3-4kg nieszczęścia, które 8 lat temu w deszczowy listopadowy wieczór stanęło pod drzwiami tarasowymi. Nie pierwsze to były odwiedziny błąkających się zwierzaków - i tym razem zaprosiłam to "nieszczęście" na miskę ciepłej zupy. Wręcz wczołgała się z podwiniętym ogonem i wzrokiem wbitym w podłogę, ale zawartość miski była nie do pogardzenia. Zostawiłam ją samą, by mogła spokojnie zjeść. Nie patrząc mi w oczy, piszcząc zażądała wypuszczenia i wypuściłam ten trzęsący się szkielecik na dwór.

Sonia miała młode - gdzieś we wsi, lesie, na łące. Świadczyły o tym nabrzmiałe sutki - wracała do dzieci. Po trzech dniach stanęła znowu za szybą i sytuacja się powtórzyła skulony ogon, wzrok w ziemię, spłaszczony krok. Aż została po którymś karmieniu i zwinięta w kłębek zasnęła pod drzwiami.

Ciężkie to były tygodnie, dnie spędzane u weta na zastrzykach, nocami trzymałam ją na rękach, żałośnie płakała.

Wszelkie sposoby komunikacji (stosowane w kontaktach człowiek-pies polecenia: do nogi, chodź, leż, przywoływanie przez poklepywanie nogi...) powodowały skulenie i wbijanie wzroku w ziemię. Z jednej strony pilnowała, by mieć mnie w zasięgu wzroku, ale z drugiej strony na każdy gest reagowała drżeniem i kuleniem się. Nie podchodziła do miski, skradała się, a każda moja reakcja zachęcająca do jedzenia wywoływała natychmiastowy popłoch i wycofywanie się.

Z dnia na dzień uczyłam się, że należy opracować nowy język wzajemnej komunikacji. Stary wywoływał odruch Pawłowa - kulenie się i strach. Sonia musiała być bita, lub maltretowana, gdy podchodziła na zawołanie.

- nie podnoszę nogi - ktoś ją kopał

- nie przywołuję klepiąc się po kolanie - uderzam w bok wyprostowaną ręką mówiąc tylko imię.

- w zabawie nie dotykam ogona, który zresztą ma zawsze schowany pod brzuszkiem.

- unikam wzroku, gdy zbliża się do miski, bo momentalnie się wycofuje.

- z poleceń używam tylko siad - w zastępstwie "nie wolno", "chodź", "stój"...

Po 8 latach kręci już kółka witając się ze mną, uwielbia zabawę w "ogonek": ja mówię dawaj ogona, a ona biegnie chowając go dokładnie pod siebie, by w bezpiecznej odległości zaczekać w pozycji "gotowej" do zabawy, aż zbliżę się na odpowiednią odległość. Mogę szurać nogą, ale nigdy nie wykonać ruchu kopnięcia np. piłki.

Wszelkie patyki rzucam ruchem z dołu do góry - odwrotny wywołuje natychmiastową reakcję "skulenia".

Jest kłopot związany z higieną - czesanie, obcinanie pazurów, mycie czy opatrywanie jakiś ranek - przerażenie w oczach i drżączka. Czekają w polu widzenia plasterki kiełbaski.

Nie udało mi się wyeliminować "smutnych oczu" i zamykania się suni we własnym świecie. Godzinami nie reaguje, ani ruchem ucha, ani spojrzeniem - wstaje i nie oglądając się idzie skulona gdzieś do ogrodu. Ale o 22 godz. stoi przed swoim posłaniem (w nogach mojego łóżka) i czeka aż powiem "spać".

Każdą czynność, którą chce wykonać potwierdza moim przyzwoleniem, ale i tak porusza się w pozycji poddańczej.

Na spacerach muszę uważać na wszystkie psy większe od niej - rzuca się momentalnie do gardła (może musiała się bronić?...) i muszę omijać śmietniki, bo pomimo pełnej domowej miski worki są najlepszym "delikatesem".

Życie z Sonią jest inne niż z moim poprzednim psem chowanym od maleńkości. Musiałam przyjąć jej zasady, ale dobrze, że kiedyś zaprosiłam ją na miskę zupy.

Jak mocno zaśnie na pyszczku pojawia się uśmiech i to mnie cieszy...

tekst i zdjęcia: Grażyna

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com